sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 10

– Dobrze się spisaliście – powiedział Lucjusz Malfoy do trójki nastolatków. – Czarny Pan się o tym dowie, zapewniam was. A teraz możecie już iść.
Hermiona jeszcze raz popatrzyła na swoją matkę, ich spojrzenia się skrzyżowały. Kobieta uśmiechała się w swój słynny, mroczny sposób. Sprawiała wrażenie zadowolonej i chyba... dumnej? Dziewczyna nie była pewna, jak miała to interpretować. Skinęła głową na pożegnanie i wyszła z pokoju w ślad za Draconem i Teodorem. Jedyne, o czym teraz marzyła, to miękkie łóżko, kubek gorącej, aromatycznej kawy i duże pudełko chusteczek. Już wchodząc po schodach na swoje piętro, zdjęła z siebie ciężką szatę, jakby pozbywając się ciężaru z serca. A przynajmniej jego części.
Jednak spokój chyba nie był jej pisany. Kiedy tylko zamknęła drzwi do pokoju i rzuciła się na łóżko, rozległo się pukanie. Dziewczyna skrzywiła się i mrucząc pod nosem, zwlekła się z materaca, po czym podeszła do drzwi i zamaszyście je otworzyła, zaskakując tym młodego Malfoya, którego ręka zawisła w powietrzu.
– Czego znowu chcesz? – spytała dziewczyna, marszcząc brwi.
– Pogadać. Mogę wejść? – Zdziwiło ją to, ale nie miała siły się awanturować, więc odsunęła się, pozwalając mu wkroczyć do swojego azylu.
Chłopak usiadł w fotelu i obrzucił ją spojrzeniem swoich szarych, zimnych oczu. Hermiona złożyła ręce na piersi i rzuciła blondynowi pytające spojrzenie.
– Chyba nie jesteś tak dobrze wychowana, jak sądziłem. Nie zaproponujesz mi czegoś do picia czy coś? No wiesz, kultura by wymagała...
– Och, wybacz, drogi panie – ukłoniła się jak dama, krzyżując nogi i rozpościerając wyimaginowaną suknię. – Czy zechciałby się szanowny pan napić szklaneczki ,,gadaj i zjeżdżaj, baranie"?
– Ostro – zaśmiał się chłopak. – Dobra, siadaj tutaj. Mamy ważną sprawę do omówienia – powiedział, wskazując drugi fotel.
– Czy ta jakże ważna sprawa nie może poczekać kilku godzin? Jakbyś nie zauważył, mieliśmy trudny dzień i jestem tak troszkę, dosłownie ociupinkę, zmęczona.
– Siadaj tutaj, do jasnej cholery, bo cię zaraz spetryfikuję i posadzę na tym głupim fotelu siłą – powiedział stanowczo, acz bez podnoszenia głosu, chłopak. Hermiona westchnęła i podniósłszy obie ręce do gór, jakby chciała powiedzieć ,,poddaję się”, usiadła we wskazanym miejscu.
– Chyba nie zostanę niczym poczęstowany, więc sam się tym zajmę. – Pstryknął palcami, a w pokoju pojawił się mały skrzat, kłaniając się nisko. – Chcesz coś? – spytał Hermionę.
– Kawę z mlekiem i jakieś kanapki – odparła zrezygnowana. Była tak zmęczona, że nie miała nawet siły wspominać o wykorzystywaniu tych biednych stworzeń. Chłopak polecił skrzatowi przynieść też to samo dla siebie i po chwili na stoliku znajdowała się srebrna taca. Dziewczyna przez chwilę walczyła ze sobą, ale w końcu sięgnęła po kubek, przez co Draco mógł zobaczyć, jak trzęsą się jej dłonie.
– Przyszedłem, żeby porozma... – zaczął w końcu chłopak, jednak Hermiona mu przerwała:
– Nie, proszę... Nie rozmawiajmy teraz o tym.
Nie widział jej twarzy, bo opadły na nią włosy, jednak był w stu procentach pewien, że dziewczyna płakała.
– Proszę, możesz wyjść? Chcę zostać sama – poprosiła cicho.
– Nie.
Hermiona aż podniosła na niego wzrok. Nie sądziła, że potrafi być aż tak bezczelny. Była w totalnej rozsypce, a on jeszcze chciał o czymś dyskutować!
– Dobra, wiem, że niby to nie jest odpowiedni moment, ale to jest ważne. Nie patrz tak na mnie, tylko słuchaj. Przyszedłem, żeby pogadać o dzisiejszej akcji.
– Wiedziałam – mruknęła dziewczyna.
– Nie przerywaj mi teraz, jasne? Chodzi mi o to w sklepie Ollivandera. Zapewne będziemy jeszcze mieli wspólne misje, więc musimy jakoś razem działać. Nie ma samowolki. Może i tym razem twoja akcja nie miała żadnych konsekwencji, ale jeśli za każdym razem będziesz mnie zaskakiwać jakimiś pomysłami na ostatnią chwilę, może się to dla nas źle skończyć. Może Potter i Weasley to tolerowali, ale ja nie będę. A tym bardziej inni. Rozumiesz?
Hermiona skinęła sztywno głową, przyznając mu w myślach rację. Jednak naprawdę nie chciała, by ktokolwiek ją namierzył, by ktokolwiek się dowiedział. A jej pomysł zmniejszył to ryzyko. Ale rozumiała, co Malfoy miał na myśli. Gdyby zmieniła plan podczas jakiejś bardziej niebezpiecznej akcji, mogłoby to się źle dla wszystkich skończyć.
– Następnym razem wszystko uzgadniamy przed akcją. Lub nawet w trakcie, w jakiejś wolnej chwili. Ale nie ma samowolki – dokończył chłopak. Hermiona znowu spuściła głowę, więc nie chcąc znów patrzeć na jej łzy, postanowił zmienić temat. – Pokaż mi tę swoją nową różdżkę.
Dziewczynę zdziwiły słowa Malfoya, ale posłusznie wyciągnęła różdżkę z torebki i podała blondynowi. Chłopak przyjrzał się jej dokładnie, sprawdził, jak leży w ręce i rzucił kilka prostych zaklęć, które raczej nie wymagały więzi atrybutu z czarodziejem. Pokiwał głową z uznaniem i oddał dziewczynie jej własność.
– Niezła jest. Jestem tylko ciekaw, czemu cię wybrała, skoro miałaś w tym czasie swoją różdżkę.
– Ja też tego nie wiem. Przychodzi mi do głowy to, że moja różdżka w jakiś sposób wyczuła, do czego teraz będę jej potrzebować, w końcu rzuciłam nią już kilka niezbyt miłych zaklęć, więc można powiedzieć, że się zbuntowała. Trochę mi przykro z tego powodu, bo jednak wiele ze mną przeszła, wiele razy mi pomogła. Ech, a w ogóle czemu ja ci to mówię...?
– Bo chcesz się wygadać, a akurat nie ma tu nikogo innego – stwierdził rzeczowo chłopak.
– Dobra, już dosyć tych pogaduszek. To, że mieszkamy pod jednym dachem, wcale nie znaczy, że będziemy sobie plotkować jak stare przyjaciółeczki. Czy zechciałbyś mnie w końcu zostawić samą?
Chłopak skinął kilka razy głową, dokończył kanapkę i dopił kawę, po czym wstał z fotela. Przechodząc obok Hermiony, potarmosił jej włosy, mówiąc:
– Tylko nie rycz za długo, bo będziesz wyglądać beznadziejnie.
Dziewczyna odrzuciła jego rękę ze złością, mrużąc groźnie oczy.
– I nie zdemoluj swojego pokoju, bo jest nawet ładny – powiedział na odchodne chłopak i zamknął za sobą drzwi, pogrążając pomieszczenie w całkowitej ciszy.
Hermiona wypuściła powietrze z płuc i wstała z fotela, by położyć się na łóżku. Teraz nic już nie zaprzątało jej głowy oprócz dzisiejszej akcji. Łzy ponownie napłynęły jej do oczu i nie mogła zrobić nic innego niż patrzenie się w sufit niewyraźnym wzrokiem.

~~*~~

Chłopak spoglądał na swojego ojca z kamiennym wyrazem twarzy. Wiedział, że nie mógł zdradzić emocji, które nim targały. Kiwnął sztywno głową na potwierdzenie oraz pożegnanie i wyszedł z pokoju.
Bardzo nie chciał robić tego, co mu kazano, ale nie miał wyjścia. Jego ojciec oczywiście miał o tym doskonałe pojęcie. Wiedział, że syn go nie zawiedzie, inaczej chłopak słono by zapłacił.

Po wyjściu syna Marcus Nott podszedł do okna i wyjrzał na zewnątrz zamyślony. Mógł być dumny z Teodora. Młodzieniec jeszcze nigdy go nie zawiódł i teraz nie zapowiadało się, by mogło być inaczej. Po chwili mężczyzna siadł za biurkiem i otworzył szufladę, szukając czegoś. Chwilę później wyciągnął zestaw do listów. Chwycił w dłoń pióro, zanurzył w kałamarzu i nakreślił eleganckim pismem kilka zdań. Złożył kartkę i wsunął ją w kopertę, którą zakleił, a następnie odcisnął w laku swoją pieczęć i przywołał skrzata. Gdy stworzenie pojawiło się, podał mu list.
– Do Czarnego Pana – powiedział i więcej nie zaszczycił służącego spojrzeniem. Skrzat ukłonił się, po czym rozpłynął w powietrzu.
Mężczyzna ponownie podszedł do okna i obserwował otoczenie, dopóki nie zobaczył ogromnego, czarnego puchacza, który z listem w szponach wzbił się w powietrze i z głośnym łopotem skrzydeł odleciał w tylko sobie znanym kierunku. Kiedy ptak zniknął, Marcus Nott jeszcze długo wpatrywał się w szare niebo.

~~*~~

Hermiona kolejny, zapewne tysięczny, raz analizowała swój plan. Musiała mieć wszystko idealnie przemyślane, nie mogła popełnić żadnego błędu, nawet najmniejszego. Było jej bardzo ciężko samej. Zawsze towarzyszyli jej Harry i Ron. Doradzali. Mogła na nich liczyć. A teraz musiała zdać się tylko na siebie.
Przez cały wieczór ,,produkowała" fiolki, kopiując zaklęciami swój podręczny zestaw szkieł do eliksirów, który zawsze trzymała w kufrze. Jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony. Po raz kolejny podziękowała Merlinowi za swoją nadgorliwość w nauce – inaczej nigdy nie przyszłoby jej do głowy, by nosić ze sobą zestaw fiolek, buteleczek, słoiczków i innych szklanych pojemników.
Następnie przez godzinę ćwiczyła odpowiednią wymowę zaklęcia. Było ono bardzo trudne, a do tego należało je wykonać niewerbalnie. Powtarzała je na głos, a także w głowie, by mieć pewność, że jej się uda.
Kiedy wybiła godzina druga w nocy, Hermiona po cichu wyszła ze swojego pokoju i podeszła do drzwi Blaise'a. Szeptem wypowiedziała formułkę Alohomora, po czym nacisnęła klamkę. Tak jak myślała, chłopak nie zabezpieczał drzwi żadnymi zaklęciami. Odchyliła je i skrzywiła się na dźwięk skrzypiących zawiasów. Nie było to głośne, jednak miała wrażenie, że dźwięczy we wszechobecnej ciszy i zaraz obudzi cały dom. Odczekała chwilę i upewniwszy się, że jednak nikogo nie zbudziła, na palcach wślizgnęła się do pomieszczenia, rozglądając się wokół. Koniec jej różdżki delikatnie oświetlał jej drogę, jednak nie tak mocno, by blask mógł obudzić Blaise'a. Hermiona podeszła do jego łóżka, omal nie potykając się o rozrzucane ubrania oraz inne dziwne przedmioty, w myślach przeklinając tego bałaganiarza, i ukucnęła przy nim.
Ciemnoskóry chłopak spał, niczego nieświadomy. Przykrywała go rozkopana kołdra, a on sam leżał w dziwnie powykręcanej pozycji i chrapał cicho. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała równomiernie, spokojnie. Wyglądał tak niewinnie i wręcz uroczo. Dziewczyna przyglądała mu się chwilę, walcząc z myślami. Jednak w końcu zdecydowała się działać według planu.
– Wybacz mi, Blaise – szepnęła cicho – ale jednak nie mogę ci zaufać. Obliviate.
Jej różdżka wycelowana w chłopaka zabłysnęła delikatnie błękitnym światłem, zabierając mu wspomnienia o nocnej rozmowie z Hermioną i o jej pomyśle. Dziewczyna ze smutkiem w oczach obserwowała ze skupieniem, jak wyraz twarzy Blaise'a zrobił się jeszcze bardziej błogi pod wpływem uciekających mu z pamięci chwil. Opuściła różdżkę, którą trzymała lekko drżącą dłonią, i wstała.
Tak samo po cichu i na palcach wróciła do swojego pokoju. Kiedy zamknęła za sobą drzwi, gwałtownie wypuściła powietrze z płuc. Udało się.
Tak bardzo nie chciała tego robić, chciała zaufać chłopakowi. Jednak wiedziała, że było to zbyt ryzykowne. W przypływie słabości, bezradności i samotności podzieliła się z nim pewnym pomysłem, ale mimo obietnicy Blaise'a, że nikomu nie powie, nie mogła być tego pewna. Może i by nikomu nie powiedział z własnej woli, ale kto wie? Różne okropne rzeczy utrzymywały się tutaj na porządku dziennym. Tortury to nie nowość. Dużo bezpieczniej dla niej i dla chłopaka było, kiedy nic nie wiedział.
Teraz przyszła kolej na następną część jej planu.
Usiadła na łóżku i sięgnęła po swój zestaw szklanych fiolek. Wzięła jedną z nich do ręki i przyjrzała się jej kontrolnie. Wszystko było w porządku, żadnego pęknięcia, korek na swoim miejscu. Otworzyła ten szklany pojemnik i sięgnęła ręką po swoją różdżkę. Wzięła kilka głębokich wdechów, aby się uspokoić. Nie mogła sobie teraz pozwolić na drżenie dłoni lub stres. Wszystko musiało pójść perfekcyjnie, inaczej cały misterny plan mógłby spalić na panewce. W końcu zebrała się w sobie i uniosła różdżkę do skroni, mocno zaciskając na niej dłoń. ,,Nie zawiedź mnie", powiedziała w myślach do swojej nowej towarzyszki czarów.
Powoli wyciągnęła ze swojej głowy wspomnienie w postaci srebrnej nici i delikatnie umieściła je w fiolce. Zakorkowała naczynie i odłożyła je w odpowiednio oznaczone miejsce w małym kuferku. ,,Grimmauld Place 12", mówiła karteczka przyczepiona w środku, przy fiolce.
Dziewczyna uśmiechnęła się triumfująco. Mimo późnej godziny nie chciało jej się spać. Miała jeszcze wiele roboty.

Około godziny trzeciej nad ranem Hermiona spoglądała zmęczona, ale zadowolona na kuferek zapełniony szklanymi fiolkami ze srebrną zawartością. Każdy pojemnik był odpowiednio oznaczony, dzięki czemu dziewczyna mogła uniknąć pomyłek i zamieszania. A nie mogła sobie przecież pozwolić na jakiś błąd. Od tego zależały życia innych!
Teraz czekała ją najtrudniejsza rzecz do zrobienia. Ta, o której wspomniała kiedyś w przypływie geniuszu i bezmyślności Blaise'owi. Bała się, ale wiedziała, że musiała to zrobić. Była gotowa poświęcić się dla dobra Harry'ego i innych osób.
Tyle czytała o tym zaklęciu, że była pewna, że raczej nie popełni błędu. Choć nigdy nie wiadomo... Jeszcze raz przeszukała swoje myśli w głowie i zastanowiła się, jak i które wspomnienia zmienić. Usiadła na kolanach na dywanie i wyprostowała plecy. Wzięła głęboki wdech i w końcu uniosła wyżej różdżkę.
Permuto Memoriae – wypowiedziała w głowie zaklęcie, wykonując różdżką skomplikowany ruch wokół jej czaszki. Skupiła się na wspomnieniach, których ten czar dotyczył. Kiedy pojawiły się objawy opisywane w książce, wiedziała, że wszystko wykonała prawidłowo. Kamień spadł jej z serca – chwilowo.
Jej głowę rozdarł silny ból, pod wpływem którego zgięła się wpół i mocno zamknęła powieki. Wypuściła z ręki różdżkę i złapała się dłońmi za włosy. Zacisnęła zęby, by nie krzyczeć, jednak starała się być silna i nie zniweczyć swoich starań jakimś nieprzewidzianym działaniem. Wciąż skupiała się na wspomnieniach i swoich wymysłach, którymi chciała je zastąpić. Dłońmi chwyciła się miękkiego dywanu i gwałtownie wypuściła powietrze z płuc. W tym momencie poczuła, jakby ktoś wyciągał jej z głowy zapamiętane chwile. Miała wrażenie, że umykają jej niczym dym, rozwiewają się. Ból minął jak ręką odjął, a ona wiedziała, że udało jej się. Na miejsce prawdziwych wspomnień wstawiła swoje wyobrażenia, nad którymi pracowała cały dzień.
Miała ochotę piszczeć ze szczęścia, jednak wiedziała, że nie był to zbyt dobry pomysł. W końcu to środek nocy. Ale nie mogła uwierzyć, że udało jej się tak trudne i wymagające dużych umiejętności zaklęcie. Wstała z dywanu z obolałymi kolanami, otrzepała się i usiadła na miękkim łóżku. Odgarnęła potargane włosy za uszy i przeciągnęła się mocno, próbując rozluźnić spięte mięśnie. W końcu westchnęła i znów wzięła do ręki różdżkę. Została jej już ostatnia rzecz do zrobienia.
Przyłożyła różdżkę do skroni i wypowiedziała zaklęcie:
Obliviate. – Ponownie czuła, jakby ktoś zabierał jej z głowy wspomnienia. Jakby wsunął jej dłoń do pamięci i złapał nić, po czym powoli ją wyciągał. Zapamiętane chwile rozmazywały się i umykały jej umysłowi, jakby były dymem. Im bardziej starała się je chwycić, tym bardziej się rozmywały.
W końcu zmęczona rzuciła się na łóżko. Nie pamiętała, co takiego zrobiła, ale zasnęła z poczuciem, że jest teraz bezpieczna. I jej przyjaciele także.


*******************************


Witajcie!
W końcu znalazłam chwilę, żeby wrzucić kolejny rozdział. Jak się podoba? Proszę, wyraźcie opinię w komentarzu! ;3
Z terminem dodania następnego rozdziału ciężko mi się określić, ponieważ jeszcze go nie napisałam... Postaram się dodać go na początku sierpnia!
Buziaki!

PS. Bardzo dziękuję mojemu Łukaszowi za pomoc <3